Get Adobe Flash player

Legendy Sudeckie

Legenda o Żmijowej Skale

Legenda o Żmijowej Skale

 

Setki lat temu na spękanych, poszarpanych skałach gór sowich, blisko Kalenicy rycerz zwany Stanko wybudował niewielki gródek. Nie było to strzeliste zamczysko, ani okazała warownia, ale skromny, przytulny, zbudowany z bukowych bali z okolicznego lasu niewielki zameczek, bez wielkich komnat. Gdy w ościeżnicach stanęły wreszcie drzwi, rycerz wprowadził się wraz z drużyną.

Był to typ samotnika, samotny wilk. Nie lubił wielkich warowni, miejskiego zgiełku, hałasu i natarczywych kobiet. Kochał natomiast ciszę, naturę, polowania i przejażdżki leśnymi drogami. Okolica Kalenicy była idealna do takiego życia. Lasy pełne zwierzyny, piękne widoki. Do czasu...

Do czasu kiedy podczas przejażdżki konnej w okolicę Jodłownika spotkał na leśnej drodze niewiastę imieniem Iza. Jej cudownie niebieskie oczy, falujące blond włosy i niebiański uśmiech skruszyły lodowate serce Stanko. W ułamku sekundy w sercach obojga zawrzało. Zakochali się w sobie tak bardzo, że jeszcze w tym samym tygodniu wzięli ślub i zamieszkali w zameczku. Byli ze sobą bezgranicznie szczęśliwi. Wszystko byłoby pięknie gdyby pewnego dnia nie dotarła do Honorowego rycerza wiadomość od samego papieża wzywająca całe rycerstwo Śląska na Świętą Krucjatę w obronie Grobu Pańskiego. Honor i składane przysięgi zmusiły niestety Stanko do wyjazdu. Rycerz zaczął się szykować i kilka dni później był już gotów wraz ze swoim giermkiem do drogi. Gdy opuszczał niewielki dziedziniec, zapłakana i zrozpaczona ciężarna żona podarowała mu własnoręcznie wyhaftowaną jedwabną chustę, a Stanko odrzekł jej by czekała wiernie i strzegła pilnie ich dzieciątka.

Trzy miesiące po wyjeździe męża Iza powiła syna. Piękne i zdrowe dziecko rosło jak na drożdżach. Z miesiąca na miesiąc chłopiec coraz bardziej przypominał Izie męża, za którym kobieta mocno tęskniła. Chłopiec uśmiechał sie do matki, a w jego pięknych niebieskich oczach kryło się pełne dobroci spojrzenie Stanko. Mijały kolejne miesiące, zmieniały się pory roku i po długiej zimie nadeszła wiosna. Wybuchła zielenią, morzem kwiatów i nową energią. Słońce rozświetliło jasne pukle Izy i wywołało tęsknotę za radosnymi spotkaniami, ludźmi, gwarem, tańcami, a przede wszystkim za mężem, od którego nie napływały żadne wiadomości. Któregoś dnia z doliny pod Kalenicą dotarły odgłosy radosnej imprezy i wywabiły Izę z gródka. Nie wytrzymała i pobiegła tam zupełnie zatracając się w rozmowach z ludźmi, biesiadzie i tańcach. Gdy w środku nocy wracała do swego zameczku, zdała sobie sprawę jak bardzo monotonne i szare stało się jej życie bez męża, w domu otoczonym skałami, które milczą. To spowodowało, że kobieta coraz częściej zaczęła znikać na całe noce zapełniając pustkę po mężu tańcami i biesiadą. W końcu zamiast w gospodzie, zaczęła być gościem w domu.

Gdy którejś nocy zawitała do gospody w Jugowie, w środku zabawy poczuła dziwny lęk. Jakby coś miażdżyło jej płuca i nie pozwalało złapać oddechu. Poczuła lodowatą pięść zaciskającą jej serce. Lęk narastał i pojawiła się myśl, że musi szybko wyjść z gospody i biec do zameczku. Pędziła co tchu. Gdy znalazła się w środku i wbiegła do komnaty, w której miał spać jej ukochany synek jej oczom ukazał się straszliwy widok. Dzieciątko leżało bez ruchu, miało sine usta, jego główka bezwładnie opadała na lewe ramię. Śmierć dotarła tu pierwsza i zabrała największy skarb jej życia. Przy łóżeczku leżała zwinięta w kłębek żmija jadowita. Wpełzła do środka przez okno i ukąsiła bezbronne dziecko.

Serce kobiety się rozdarło. W głowie słyszała tylko własny krzyk i przejmujące ostatnie słowa męża: „Czekaj na mnie wiernie i strzeż bacznie naszego dziecka”. Rozpacz ogarnęła jej umysł. W tym szale Iza wybiegła poza zamek. Gnając w amoku między drzewami dotarła do bielejących w świetle księżyca poszarpanych skał. Obejrzała się ostatni raz za siebie po czym odbiła od krawędzi głazu i runęła w przepaść.

 

Kilkaset lat później, pewnej jesieni mieszkający w okolicy Przygórza drwal wybrał sie w to miejsce by ściąć kilka świerków. Nagle usłyszał wśród drzew kobiecy płacz. Gdy się bacznie rozejrzał ujrzał szlochającą zjawę. Był to duch nieszczęsnej Izy. Choć był skrajnie przerażony, przysiadł na kamieniu i wysłuchał zwierzeń Izy, która opowiedziała mu o swojej tęsknocie za mężem, o dziecku, o nocnych eskapadach, lekkomyślności i żmii. Po powrocie do domu drwal opowiedział ludziom o tym co spotkał w lesie i historia obiegła okolicę. Od tego dnia skała, z której Iza rzuciła się w przepaść zwana jest żmijem.