Get Adobe Flash player

Legendy Sudeckie

Bezgłowy Konrad, nienasycony Hans, więziony biskup i ...

Bezgłowy Konrad, nienasycony Hans, więziony biskup i mała warownia na Przedgórzu Sudeckim.

     O zaszczytny tytuł najstarszego zamku we współczesnej Polsce od wielu lat konkurują dwie warownie: Legnica i Wleński Gródek. Odważni badacze twierdzą, że starszy jest Wleń, bowiem początki istnienia łączą z przybyciem wojsk cesarskich wspierających synów Władysława Wygnańca (książąt Bolesława Wysokiego i Mieszka Plątonogiego), w walkach o utracone przez ojca dziedziczne ziemie. Teza ta skłania do datowania okresu powstania zamku na drugą połowę XII wieku. Inna teoria głosi iż warownię wzniósł rezydujący tutaj po 1201 książę Henryk Brodaty, lecz nawet tak późna metryka sugeruje, że jest to bardzo stara warownia, być może współczesna bądź starsza od wspomnianej Legnicy. Osadnictwo na zamkowym wzgórzu sięga jeszcze dalej, ponieważ na X wiek za panowania Bolesława Chrobrego, datuje się powstanie pierwszej osady.

Pierwsza drewniana konstrukcja w 1108 podniesiona została przez Bolesława III Krzywoustego do rangi kasztelanii i określana była odtąd jako Castrum Valan. Stąd biegła słynna Czeska Śnieżka, której fragmentem możemy dziś wędrować od Kochanówki pod Łabski Szczyt. Po roku 1163 za czasów Bolesława Wysokiego lub po 1201 podczas panowania Henryka Brodatego (istnieją różne teorie) rozpoczęło się murowanie zamku. Kontynuował to później poległy w bitwie pod Legnicą (1241) Henryk Pobożny, a potem przez jego syn, wyjątkowy awanturnik, książę Bolesław II Rogatka.

Więziony Biskup”

Piastowscy władcy wykorzystywali zamek jako więzienie dla swoich przeciwników politycznych, np. Rogatka uwięził tutaj biskupa wrocławskiego Tomasza, od którego żądał zamiany otrzymywanej dziesięciny w naturze na pieniężną; w późniejszym okresie podobnie potraktował też własnego bratanka Henryka IV Probusa, chcąc w ten sposób zmusić go do odstąpienia części swego majątku.

Historia Gródka obfituje w wyjątkowo ciekawe i barwne postaci. Po śmierci Bolesława zamek otrzymał książę świdnicko-jaworski Bolko II Mały, a po jego śmierci w 1368 roku, wdowa księżna Agnieszka oddała go w lenno rycerskiemu rodowi von Zedlitz. Ci szybko się przybytku pozbyli, i już w 1377r. rycerz Tymo von Klodnitz, dtał się kolejnym właścicielem. Nie mniej dokonał dalszej rozbudowy i modernizacji zamkowych umocnień, co dało znakomite efekty, bowiem podczas toczonych w okresie 1419-34 wojen husyckich zamek był oblegany kilkakrotnie, ale ani razu skutecznie.

Nienasycony Hans

W kolejnych latach dość regularnie zmieniał gospodarzy, wśród których znajdowali się przedstawiciele rodów Zedlitz, Reder, Hochberg oraz Schaffgotsch. Czarną kartą w historii tej warowni był jednak rok 1465, kiedy to za 1906 guldenów węgierskich nabył ją stronnik króla czeskiego Jerzego z Podiebradów zbójcerz Hans von Zedlitz zw. Rochlitz. Nie tylko napadał na podróżnych i kupców, lecz bez skrupułów łupił też mieszkańców miasta i okolicznych wieśniaków. Sto lat po tych wydarzeniach właścicielem twierdzy Lenno został krewny okrutnego Hansa, Sebastian von Zedlitz-Neukirch. W latach 1567-74 intensywnie przebudowywał on rodową siedzibę, wzmacniając jej obronność podwyższając mury oraz wieżę; skonstruowano wówczas drewniany, liczący ponad 2 kilometry długości wodociąg, doprowadzający wodę ze źródła Wietrznicy.

Kroniki mówią, że Gródek stał się również miejscem spotkań myślicieli, bowiem 4.05.1574 na zamku odbyła się poważna dysputa religijna, w której udział wzięli: pastor Jacob Colerus, teolog dr Flacius Illyricus oraz rektor Schilling. Trwała długo i była kontynuowana u barona von Schaffgotsch w Czernicy.

Bezgłowy Konrad

W 1581 majątek zakupił Sebastian von Schaffgotsch, a w 1605 Konrad von Zedlitz - kolejny rodowy, zajadły bandyta gnębiący okoliczną ludność i trudniący się rozbojem.

Bezlitosny, mściwy i zachłanny Konrad von Zeidlic [ potocznie Czedlic ] został we Wleniu panem na włościach w 1598 roku. Do dziś dnia jednak dusza jego spokoju zaznać nie może. Okrutny łupieżca i ciemiężyciel miewał straszliwe kaprysy i zachcianki, a przy tym nie uznawał komromisów. Gdy nieszczęśni mieszkańcy Wlenia nie mogli spełnić jego wyśrubowanych wymagań, pachołkowie jego porywali Burmistrza i wrzucali nieszczęsnego do lochu zamkowego głębokiego na 40 łokci. Czekał tam biedak w zimnie i o głodzie tak długo, aż współobywatele okażą litość i spełnią żądania Konrada.
Bawił się tak losem ludzkim bez umiaru, oczekiwał najlepszego jadła, najdroższych tkanin, najwykwintniejszych trunków, najpiękniejszych niewiast i wszystkiego co tylko w owych czasach luksusem zwać można było. Jednak wszystko do czasu, bowiem i po niego śmierć się upomniała. 
W końcu okoliczni mieszkańcy, na co dzień ogarnięci strachem, postanowili się bronić. Gdy zbójcy powrócili z kolejnej krwawej wyprawy, postanowili się zabawić, rozjechali się po uliczkach miasteczka w poszukiwaniu niewiast i napitku, a Konrad pozostał sam na rynku. Wtem zaczął otaczać go tłum okolicznej ludności, która postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Szybko go otoczyli, zrzucili z konia. Niefortunnie rycerz upadł, nabijając się na swój własny miecz. Powstał w agonii z ziemi i zaczął nawoływać swoich kompanów na pomoc, wtem jeden z mieszkańców wyrwał mu miecz i obciął głowę. Jednak śmierć to nie koniec.

Nie zaznał ten łajdak spokoju w niebie. Błąka się bez ustanku po łąkach podkarpackich wyjąc i złorzecząc. Lecz by kara jego jeszcze dotkliwszą była, musi własną głowę dzierżyć pod pachą. Zjawia się przy starym moście na Bobrze, brodzi wpław rzekę, przechadza po dziedzińcu albo u stóp Góry Zamkowej patrzy płonącym wzrokiem na pobliski kościół. Nie może przy tym śmiertelnikowi nic uczynić. Mówią, że brata się czasem z Rzepiórem by mu wskazać łajdaków równych sobie. Duch Gór zaś we wszystko przemienić się może, by uczynki wasze śledzić i chętnie w górach zemsty dokona.


Nieuchronną śmierć warowni przyniosła wojna trzydziestoletnia. Była ona wówczas wielokrotnie oblegana i zdobywana przez wojska szwedzkie, cesarskie oraz oddziały uznanego za zdrajcę ojczyzny Janusza Radziwiłła. Ostateczny koniec nastąpił w roku 1646. Na polecenie cesarskiego generała Montecuculi wysadzono w powietrze kamienne umocnienia. Zniszczoną twierdzę po wojnie nabył pułkownik króla francuskiego Ludwika XIII Adam von Kaulhaus. Nie był on zupełnie zainteresowany odbudową starych murów. U podnóża góry wzniósł natomiast barokowy pałacyk i kościół pod wezwaniem św. Jadwigi. Tym czasem zaniedbany zamek niszczał, stając się z czasem darmowym składem obrobionego materiału budowlanego, służącego lokalnej społeczności. W XVIII wieku właścicielem obiektu został hr. Grunfeld, a po jego śmierci w 1804 wzgórze zamkowe wraz z pałacem przeszło na własność rodziny von Haugwitz, w której rękach pozostało do roku 1945.