Get Adobe Flash player

Legendy Sudeckie

Nie zabijaj.

Nie zabijaj.

 

Ze szczytu Luži w Górach Łużyckich, roztacza się piękny widok. Można dostrzec dziesięć kościelnych wież i setki domów. Dawno, dawno temu było jednak stąd widać tylko rozległe, gęste i mroczne lasy. Na szczycie zaś, po środku porośniętej wrzosem łączki stała mała szachulcowa chatka. Biały, choć kruszący się tynk przecinały czarne belki, a trzy okienka oświetlały każdej nocy bezludną ciemność. Były to czasy gdy zimą krainę przykrywał gruby biały puch. Nie inaczej było z chatką, zimą śnieg pokrywał ją aż po komin, a wiatr smagał lodowymi igiełkami rosnące wokół rzadkie świerki tworząc z nich galerię lodowej rzeźby. W letnie miesiące polanka kwieciła się, pachniała macierzanką, porostami i osobliwą mieszaniną leczniczych ziół, przyciągała mnóstwo owadów i ptaków. Okolica przypominała krainę z bajki, małe Państewko omijane przez intruzów.
W tej słodkiej, maluteńkiej, opuszczonej krainie, z dala od ludzi, żył ongiś stary czarownik, bard. Nocą gdy księżyc dawał mu natchnienie, układał gwiazdom wiersze w serbsko-łużyckim języku, a w czasie burz stał mokry przed chatą i wyzywał niemieckie chmurom. Znał tajemne receptury, według których przyrządzał lecznicze nalewki i miody z górskich roślin, a że nikt z ludzi na Luž nie chodził, kurował się nimi tylko on sam. Latem, gdy słońce sięgało zenitu, a wrzosy rozgrzewały się w słońcu tak bardzo jakby za chwilę miały płonąć, czarownik kładł się na ławeczce przy swojej altance i patrzył na dalekie lasy, od czasu do czasu zapadając w drzemkę.
Mijały kolejne dni i lata, aż pewnego dnia, pewien czeski szlachcic zabłądził podczas łowów w serbsko-łużyckich lasach i dotarł aż do źródełka, z którego czarodziej bral wodę do swoich mikstur, a które do dziś tryska pod szczytem Luži. Szlachcic nie miał tego dnia szczęścia w łowach, zmęczony położył się więc u źródła i przyglądał się niebu. Gdy już prawie zasypiał, dobiegł go z nieba dziwny skrzek: pod falującym z gorąca słońcem szybował ogromny, nieznany mu ptak, który z pewnością przyleciał z zupełnie innych krajów lub uciekł z targu ptaków łownych we Wleniu. Mężczyzna wstał bardzo powoli, naciągnął kuszę, wycelował, a ostra strzała pomknęła ze świstem w stronę ptaka i słońca. Był dobrym strzelcem. Hartowany grot przebił więc ptasie serce, skrzydła osłabły, a ciało poleciało w dół, wprost na szczyt Luži.
W tej sekundzie dziwny huk obudził drzemiącego czarownika. Ten wstał, rozejrzał się wokół i zauważył na ziemi przed altanką niezwykle pięknego, dostojnego, wielkiego ptaka z niebieskimi oczami i strzałą w sercu. Zaklął w duchu i zapłakał, bo ptaki zawsze były jego najwierniejszymi towarzyszami. Wielkie drapieżniki ucieleśniały jego pragnienie o wiecznej wolności. Niestety nie zdołał uratować zwierzęcia, bowiem padło ono ugodzone w sam środek serca. Wykopał w kamienistej ziemi płytki grób i pogrzebał ptaka, razem z najwonniejszymi kwiatami. Następnie siadł na ławeczce i zaczął coś do siebie mamrotać.
Zamknął oczy i skupił cały swój umysł, niebawem usłyszał kroki. Ludzkie kroki w gęstym lesie! Dawno nie słyszał już ludzkich kroków i nie obcował z obcymi. Wyszedł więc im naprzeciw, nasłuchiwał schodząc cicho po miękkim mchu, aż ujrzał szlachcica w myśliwskim stroju, z kuszą w ręce. Pomyślał, że to musiał być Ten Drapieżnik. Krzyknął więc do myśliwego:
    - Jak się zwie ten, który śmie mordować moich przyjaciół ptaki i jeszcze narusza mój południowy spokój?
Zaskoczony myśliwy wybałuszył oczy i spojrzał na niego urażony. Zamiast jednak odpowiedzieć, rzekł:
    - A jak się nazywa zuchwalec, który mnie tak bezczelnie pyta?
Czarodziej też nie odpowiedział, spąsowiał, wezbrała w nim piekielna złość i ryknął z całą siłą:
    - Posłuchaj zatem: ty sam mógłbyś być tym wielkim ptakiem, a jakiś głupi myśliwy mógłby cię zastrzelić tak jak ty zastrzeliłeś jego, jak śmiałeś odebrać mu życie, którego mu nie dałeś?!?!
    Wyjął natychmiast z kieszeni płaszcza czarodziejską laskę, podbiegł i dotknął nią szlachcica. Ciało mężczyzny w konwulsjach zaczęło zmieniać się w opierzone ciało ptaka. W końcu, z wierzchołka Luži wzbił się w niebo ogromny orzeł z niebieskimi oczami, a we wrzosie na szczycie pozostała tylko niepotrzebna nikomu kusza i ubrania.
Stary czarownik machnął różdżką jeszcze raz, a jego domek rozpadł się, znikł ogródek i altanka, sam czarodziej natomiast odszedł później ze szczytu. Tylko wielki ptak do dziś krąży ponoć w słoneczne dni nad wierzchołkiem Luži (Łysa / Luž / Lausche)