Get Adobe Flash player

Dlaczego ludzie chodzą po górach?

 

Ile portali o górach, tyle odpowiedzi na to jedno nurtujące wielbiciela kanapy i pilota od telewizora pytanie. Sądzicie, że go to nie nurtuje? Oczywiście, że tak. Za każdym razem gdy w wiadomościach pojawia się informacja o wypadku w górach, ma przecież tyle do powiedzenia. Widać też natychmiast po ukazaniu się tej smutnej wiadomości w mediach, wzmożoną aktywność tej grupy społecznej na forach i w mediach społecznościowych. Natychmiast też pojawia sie zalew mądrości wszystkich „wujków i cioć Dobra Rada”: Akcje ratownicze powinny być płatne, obowiązkowe ubezpieczenie NW dla wszystkich wchodzących na teren gór, w zimie powinien być zakaz chodzenia po górach, powinni odbierać dzieci tym, którzy ciągną je w góry...co wątek, to istna lawina złotych myśli. Bo on/ona nigdy by nie poszli/nie posłali dziecka na pewne zatracenie/na śmierć/ żeby został kaleką. My górołazy wiemy przecież, że najwięcej wypadków zdarza się w domu i na drodze. Miło jednak poczytać te wszystkie zatroskane wypowiedzi, których autorzy z poziomu wersalki lepiej od nas wiedzą jak należy spędzać wolny czas. Oni nie ryzykują, a tym czasem my...

 

Pchamy się w górę, skręcamy sobie kostki, łamiemy ręce, ocieramy kolana, wybijamy palce, zdzieramy paznokcie, palimy twarz słońcem, ryzykujemy odmrożenia, zabłądzenie, zaginięcie, a nawet śmierć. Wiemy to, a i tak idziemy w deszczu, mgle, śniegu, błocie, po pionowej skale, chyboczącej się drabince, przez rzekę, czasem dziesiątki kilometrów. I nie ważne jaka motywacja. Ważne są góry.

 

Tym czasem tam na dole siedzą ludzie, ci poważni i rozważni. Ci którym nie trzeba tłumaczyć co robimy na szlaku i Ci, którzy nigdy tego nie zrozumieją! To zdanie powtarzane jest już tak często, że stało się prawdą oczywistą, bo co powiesz kobiecie, która mieszka w górach 40 lat i nigdy nie postawiła nogi na żadnym ze szczytów, które ma za oknem? Co powiesz 30-latkowi, który góry zna tylko z reklamy Castoramy? A co powiesz małemu chłopcu z Karpacza albo Zakopanego, którego rodzice zabierają tylko na wycieczkę na Zanzibar, a który nigdy nie widział Samotni czy Piątki i wszystkiego tego co ma pod nosem? My doskonale wiemy, że są ludzie, którzy urlop będą zawsze spędzać w hotelowym getto w Urghadzie, za to all inclusive i tacy, którzy przeleżą go przed telewizorem, albo spędzą na remoncie uprzykrzając w lipcu życie sąsiadom z trzech sąsiednich klatek – 10h na dzień, przez dwa tygodnie i co roku. Dostają zawału na samą myśl, że mieliby się spocić...czego my nie koniecznie jesteśmy w stanie zrozumieć.

 

Ale jak odpowiedzieć tym, którzy podobno nigdy nie pojmą motywacji górołaza? Może jest jakiś argument, grupa/zestaw argumentów, lista argumentów, która do nich przemówi? Może spróbujmy zebrać te najczęściej wygłaszane i je usystematyzujemy? Dlaczego ludzie chodzą po górach? Pierwsze co mi przychodzi do głowy to:

  • KONTAKT Z NATURĄ. Bo ona zachwyca, odpręża, pozwala oddychać pełną piersią bez spalin, pozwala podziwiać kwiaty, skały, wodospady, zwierzęta...uczy okazywania jej szacunku.

  • ZDROWIE. Ba ... to jest argument konkret. No przecież „Ślachetne zdrowie, Nikt się nie dowie, Jako smakujesz, Aż się zepsujesz. Tam człowiek prawie. Widzi na jawie. I sam to powie, Że nic nad zdrowie. Nie będziemy się kłócić z Kochanowskim, wiedział doskonale co prawił. My też wiemy, że góry pozytywnie wpływają na zdrowie fizyczne, a także na zdrowie psychiczne. Przecież dobre krążenie, lepsza pojemność płuc, poprawne oddychanie przeponowe, hartowanie charakteru, poprawa odporności, relaks umysłu i wyciszenie, produkcja witaminy D dzięki słońcu, utrata zbędnych kilogramów i poprawa pracy mięśni są nie do przecenienia. Owszem my wiemy, że to wszystko można też zawdzięczać siłce, solarium, diecie pudełkowej i Pani Kasi z internetu, ale czy jedzenie kurczaka z marketu za 2600 zł miesięcznie z dowożonego pudełka, wdychanie cudzego potu i grzybków z klimatyzacji jest tego warte? Może spróbować własciwości gór, dostępnych za darmo?

  • SPRAWDZIAN DLA ZWIĄZKU Zaraz powiecie, że szukam dziury w całym. A przepraszam, kto w XXI wieku kupuje kota w worku? Wierzcie mi, że nic tak nie testuje siły charakteru oraz siły miłości, którą ponoć obdarza nas ukochana osoba jak wypad w góry – najlepiej na kilka dni. Góry weryfikują wiele spraw, odkrywają cechy partnera, których posiadania czasem sam nie podejrzewał. Ciężkie warunki, zmęczenie, niewygodne spanie, przeszkody terenowe, potrzeba zastosowania praktycznego zmysłu ujawniają, kto jest zaradny, odpowiedzialny, opiekuńczy, a kto potrafi tylko narzekać i lepiej wysłać go do Urghady z mamusią.

  • ZACIEŚNIANIE WIĘZI RODZINNYCH I POGŁĘBIANIE PRZYJAŹNI Oj, na jachcie za 2 mln $ też można - wiemy, na kajakach na Warcie owszem, w siodle też, na rowerach w Borach Tucholskich jak najbardziej, byle razem, byle blisko, byle wesoło, byle obok siebie. Iść, rozmawiać, wspólnie przyrządzać posiłek i wspólnie go zjeść, dzielić się zachwytem, uczyć się od siebie nawzajem nowych umiejętności, polegania na sobie, spędzania czasu patrząc sobie w oczy, a nie w ekran tabletu.

  • NAUKA NOWYCH PRAKTYCZNYCH UMIEJĘTNOSCI potrafisz postawić namiot bez instrukcji? Zbudujesz plenerowy prysznic i toaletę? Wiesz jak odczytywać mapę bez gadającego GPSa w komórce? Ugotujesz zupę na kuchence turystycznej? Opatrzysz prawidłowo zwichnięty nadgarstek albo staw skokowy? Potrafisz w obcym terenie wskazać od razu kierunki świata? Nawiążesz serdeczną rozmowę z więcej niż jedną osobą w jadalni pełnej obcych ludzi? Nie? To się nauczysz.

  • SPOTKASZ LUDZI, KTÓRZY UŚMIECHNĄ SIĘ DO CIEBIE GDY IM POWIESZ „CZEŚĆ, HEJ, DZIEŃ DOBRY” MIMO, ŻE SIĘ NIE ZNACIE Tak, gdy zrobisz to na mieście, od razu mają Cię za wariata, pijanego, świra, głupka na wspomagaczach, a w najlepszym wypadku pomyślą, że się naiwnie zakochałeś/zakochałaś (kobietom też się zdarza). Natomiast w górach wszyscy prawdziwi turyści się pozdrawiają. Są dla siebie mili i serdeczni, okazują zainteresowanie i zaangażowanie. Nigdy nie wiesz czy nie zaginiesz, a ktoś nie przypomni sobie gdzie mówił Tobie jako ostatni „Cześć”. W końcu bycie miłym może Ci uratować życie, bo miłych ludzi się zapamiętuje.

  • POPRAWISZ SWOJĄ ZNAJOMOŚĆ JĘZYKÓW OBCYCH A kto powiedział, że masz chodzić tylko po polskich Sudetach czy polskich Tatrach? Czesi świetnie karmią, u Słowaków też nie najgorzej i zawsze milej, gdy nie zmuszasz ich do gestykulacji i tłumaczenia wszystkiego na polski :) (no dobra, oni świetnie sobie z polskim radzą i rozumieją, ale docenią starania)

  • NAUCZYSZ SIĘ ZARZĄDZAĆ I POZNASZ LEPIEJ SWOJE CIAŁO Masz w końcu w plecaku jedzenie na kilka dni, fundusze na noclegi i transport, elektrolity i musisz wiedzieć kiedy twoje ciało potrzebuje dostawy energii, kiedy dać mu pić albo odpocząć, a kiedy potrzebujesz pomocy.

  • POZNASZ SIŁĘ MEDYTACJI Czy tego chcesz czy nie samotna wędrówka po górach wyzwala w twojej głowie najpierw lawinę myśli. Idziesz, czujesz tą gonitwę, ledwo nadążasz za wymianą wątków, aż nadchodzi taki moment gdy uśmiechasz się w środku sam do siebie, gdzieś odpływają problemy. Z wysokości 2350 m n.p.m. są w końcu takie małe i nie istotne, wrogów nawet stąd nie widać, szefa nawet tu nie słychać, komórka nie działa, nie ma korka na drodze (chyba, że mkniesz Orlą Percią – to może być) i w końcu schodzisz...skupiasz się coraz bardziej. Lewa, prawa,lewa, bardziej w prawo, bardziej w lewo, krok za krokiem, nie ma już mętliku, nie ma już awanturującej się sąsiadki, mechanika, który kazał przepłacić za robociznę, przekupki, która wcisnęła ci przeterminowaną śmietanę, sąsiada Techno Party 24/7. Jesteś Ty, góry, bezkres i absolut. Inny wymiar.

  • USTALANIE I REALIZACJA CELU Tak, góry uczą bycia konsekwentnym i wytrwałym. Uczą tego, że małymi krokami zawsze dojdziemy do celu, że czasem warto zawrócić i wybrać inną drogę, że cel sam w sobie czasem jest mniej istotny niż droga, która do niego prowadzi. W górach właśnie poznasz ten schemat od deski do deski i przekonasz się, że to najlepsza droga do pracy nad samym sobą.

  • PLANOWANIE „Nie będę niczego planował, bo jak to robię to nic mi z tego nie wychodzi”. Ho hooooo... milion razy już to słyszałam. Liczy się luz, spontan, improwizacja. Owszem, ale w jazzie, gdy chcesz przeprowadzić improwizację tematu z „Lady sings the blues”. W górach planujemy. Bierzemy pod uwagę pogodę, przewyższenia, obniżenia, długość trasy, stopień ekspozycji, odległości między schroniskami, miejsca niebezpieczne, ujęcia wody, miejsca na wypoczynek. Spontaniczni wiszą później na łańcuchach pod Małołączniakiem w trampkach i błagają innych o asekurację, bo nie spodziewali się w Tatrach, że ich ukochane trampki nie podołają temu terenowi.

  • ZNOSZENIE BÓLU Nogi mnie bolą, a tu jeszcze zejście Koralową ścieżką do Jagniątkowa, albo niebieskim z Odrodzenia do Przesieki na autobus. Pada? Zdarza się. Ale mnie nogi bolą. Zawsze możesz nocować na szlaku, wrócić do schroniska albo iść w dół. No to pójdę na dół. Ale nogi bolą. Ale chcesz , żeby przestały? Gdzie masz maść? W domu. To idziemy dalej.

  • WALKA ZE STRACHEM I POKORA Strach dopada Cię nie tylko na szczycie, nie tylko na szlaku o dużej ekspozycji, nie tylko przy łańcuchach. Strach towarzyszy ci też w domu, w pracy, nocą na ulicy, w rozmowie z agresywnym szefem. Znasz górołaza, który boi się chodzić nocą polną drogą albo pozwala sobie skakać po głowie w pracy? No tak, człowiek ze zdrowym rozsądkiem nigdy by się sam nie szwędał. A może problem ma człowiek, który jest przepełniony trwogą, bo wierzy tylko w to, że niczemu nie da rady? Skąd wiesz? Bo kręci ci się w głowie jak myjesz okno i wieszasz firany? Mi też, a mimo to weszłam na Rysy. Zimą. Ale tylko dlatego, że miałam w sobie bardzo dużo pokory. Świnica? Dwa razy wycofanie, za trzecim razem wejście. Kościelec? Udane podejście za drugim razem. Tylko dlatego, że wiesz kiedy odpuścić, bo w górach warto okazać trochę pokory. To nie rozmowa o prace na stanowisko wymagające ciągłego podejmowania ryzyka. To ryzyko może Cię kosztować kalectwo lub utratę życia. Ale z poziomu wersalki się tego nie dowiesz. Więc warto zmierzyć się ze strachem, okazując przy tym sporo pokory, szybko się przekonasz jaki jesteś mały. A gdy już zdobędziesz szczyt, poznasz smak ODWAGI i prawdziwej RADOŚCI.

   BO MOGĄ Tak. Banał. Wiem. Banały zawsze na koniec. W dodatku chyba najbardziej oczywisty. Ludzie chodzą po górach bo żyją, chodzą i mogą. Bo w telewizji nie znajdują dla siebie nic ciekawego, bo brukowce nie oferują im dostatecznej rozrywki, bo polityka ich już nudzi, bo znajomy podwózł pod bramkę Parku Narodowego, bo 5 Symfonia Gustawa Mahlera słuchana przy porannej kawie w kotle Małego Stawu, na ławeczce pod Samotnią przyprawia duszę o skrajną euforię, której wszystkim miłośnikom gór i tym, których noga jeszcze nigdy w życiu tam nie stanęła z całego serca życzę, zachęcając do tego, byśmy kiedyś z uśmiechem na twarzy powiedzieli sobie na szlaku „Cześć!” .